Polska jest szóstym największym rynkiem kosmetycznym w Europie. W samej Unii Europejskiej Polska plasuje się na miejscu piątym . W 2023 r. wartość krajowego rynku „Beauty & Personal Care” wyniosła około 5,07 mld USD (~23 mld zł). Rynek medycyny estetycznej w Polsce dynamicznie rośnie – jego wartość w 2024 roku szacowano na ponad 2 miliardy złotych, z prognozami wzrostu o ok. 10–15% rocznie. Coraz większe zainteresowanie zabiegami takimi jak toksyna botulinowa, kwas hialuronowy, lasery czy mezoterapia wynika zarówno z większej świadomości, jak i dostępności usług.
W skali globalnej Polska nadal jest średnim rynkiem – dominują USA, Brazylia i Azja (zwłaszcza Korea Południowa i Chiny). Jednak w Europie Środkowo-Wschodniej Polska należy do liderów, a liczba specjalistów oraz klinik stale rośnie. Do 2030 roku wartość polskiego rynku może przekroczyć 4 miliardy złotych, jeśli utrzyma się obecna dynamika. Na świecie kliniki medycyny estetycznej prowadzone są przez lekarzy różnych specjalności – w tym bardzo często przez lekarzy dentystów – którzy ukończyli komercyjne kursy, bez formalnych specjalizacji. W wielu krajach zabiegi z zakresu medycyny estetycznej wykonują również pielęgniarki z rozszerzonymi kompetencjami – zdobytymi w ramach specjalistycznych szkoleń lub kursów z zakresu kosmetologii – które prowadzą własne gabinety i działają zgodnie z obowiązującymi przepisami.
Tymczasem w Polsce trwa bezprecedensowa walka o całkowite podporządkowanie sektora usług beauty wyłącznie lekarzom, przy całkowitym pominięciu innych zawodów medycznych i profesjonalnych – wbrew realiom, potrzebom rynku oraz standardom międzynarodowym.
.
Ministerstwo Zdrowia, wbrew obowiązującym trendom międzynarodowym usiłuje zawęzić dostęp do rynku usług estetycznych, rezerwując go wyłącznie dla lekarzy – jako jedynej grupy zawodowej uznanej za medyczną. Skala absurdu osiągnęła apogeum, gdy w oficjalnym piśmie ministerstwo określiło peelingi chemiczne jako „peelingi lekarskie”, sugerując, że ich wykonywanie wymaga „wiedzy tajemnej”, dostępnej wyłącznie lekarzom. Tymczasem, wzorem krajów zachodnich, polscy kosmetolodzy – świadomi braku uprawnień do przerywania ciągłości skóry – zaczęli podejmować studia pielęgniarskie, licząc na rozszerzenie swoich kompetencji. Niestety, w Polsce nawet pielęgniarka z tytułem magistra, specjalizacją i doświadczeniem może wykonywać iniekcje wyłącznie na zlecenie lekarza, co oznacza całkowitą zależność zawodową, sprzeczną z międzynarodowymi standardami zaawansowanej praktyki pielęgniarskiej (APN). W praktyce oznacza to, że w polskim systemie istnieje tylko jeden zawód medyczny – lekarz, a pozostałe profesje traktowane są jak personel pomocniczy. Powstaje zasadnicze pytanie: czy taki system jest zgodny z przepisami Unii Europejskiej oraz międzynarodową praktyką w zakresie swobody świadczenia usług i uznawania kwalifikacji zawodowych?
.
Dlaczego pielęgniarki po 5-letnich studiach kosmetologii mają być wykluczane z wykonywania zabiegów medycyny estetycznej? W czasie, gdy toczy się dyskusja na temat rozszerzenia kompetencji i uprawnień Zaawansowanej Praktyki Pielęgniarskiej, prowadzone są zintensyfikowane działania mające na celu „zabetonowanie” rynku medycznego wyłącznie dla zawodu lekarza. Z jednej strony NIL sprzeciwia się rozszerzeniu uprawnień pielęgniarkom anestezjologicznym, z drugiej strony zaś lekarze przejmują monopol na komercyjny rynek medycyny estetycznej, prowadząc do jego „stomatologizacji” zobacz. Poniżej pismo:
.
